platforma blogowa portalu gazeta lubuska

Czy wreszcie opuścimy winiarski skansen?

- Ta ogromna uprawa między Łazem a Zaborem to kropka nad „i”, gdy idzie o lubuskie i polskie winiarstwo – stwierdza Łukasz Chrostowski, winiarz z Mierzęcina. – I będzie wizytówką godną regionu, który ludzie w całej Europie znają z powodu wina.

- Rozmawiałam niedawno z Francuzami, którzy doskonale wiedzą o naszym historycznym regionie winiarskim i byli miło zaskoczeni, że te tradycje są kontynuowane – przyznaje z kolei Kinga Kowalewska-Koziarska. – Mamy gotowy produkt, zakorzeniony w tradycji, a jednocześnie odpowiadający nowocześnie zarządzanym regionom w Niemczech, Czechach czy Austrii.

No właśnie. Wbrew temu, co myśli wielu lubuskich polityków, współczesne winiarstwo to gałąź gospodarki, a nie zacofane rolnictwo i pretekst do pobudzenia turystyki. To także kultura, bo wino – obok doznań zmysłowych – dostarcza tych duchowych i estetycznych.

Czy winnica między Zaborem i Łazem otworzy w Lubuskiem te perspektywy?

E. Polak zorganizowała szereg spotkań w sprawie największej winnicy w kraju i ustaliła wraz  urzędnikami i winiarzami harmonogram jej powstania. Mechanizm w dużym skrócie jest następujący: Agencja Nieruchomości Rolnych na działkach między Łazem a Zaborem wydzieli korytarz na drogę do Milska, gdzie powstanie most na Odrze, a resztę gruntu (około 50 ha) przekaże nieodpłatnie samorządowi województwa.

Ziemią w imieniu marszałka będzie zarządzał Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Kalsku, który opracuje koncepcję winnicy, a następnie wydzierżawi wzgórze winiarzom.

Na spotkaniu, które odbyło się w ubiegłym tygodniu w Zaborze z inicjatywy wójta Andrzeja Bukowieckiego okazało się, że powodzenie całego przedsięwzięcia zależy od tego, czy ANR przekaże ziemię samorządowi województwa.

Więcej przeczytasz w sobotę na łamach GL.