platforma blogowa portalu gazeta lubuska

Poszukiwacze ściągnęli armią na II Próbę Lubuskiego Wina

Jaka była II Próba lubuskiego wina? Udana! To znaczy w Palmiarni doświadczyliśmy atmosfery sprzyjającej degustacji win, smakowaliśmy ich w skupieniu i w świetnym towarzystwie.  

Magnesem były oczywiście polskie wina, a dokładniej – wina z Lubuskiego, dawniej powiedzielibyśmy – zielonogórskie. Jak zwał tak zwał, chodziło o wina z tej tutaj ziemi.

Długie na całą Palmiarnie stoły były pełne miłośników win, poszukiwaczy unikalnych aromatów, a nie zabrakło zapachów melona, konwalii, łąki, bananów, malin… Tak, tak – w tych naszych winach!

Te walory win podkreślały przystawki z żurawiną, czarną czekoladą, serami, mięsiwem. Każdy z gości miał przed sobą trzy kieliszki, bo wina podawano właśnie w takich tercetach, i niektórzy czekali aż napełnią się te ich wszystkie kieliszki i dopiero wtedy zaczynali ucztę…

Próbowaliśmy 12 win – po 6 białych i czerwonych. Z zasady była to prezentacja młodych win. Mają potencjał – mówili goście. – Chciałbym spróbować tych samych za pół roku.

Może zrobimy taką Próbę Dojrzałego Lubuskiego Wina podczas Winobrania?

Jakie okazały się te wina? Wina 2009 to owoc dojrzałych winogron. – Takie słońce szybko się nie trafi – stwierdził Marek Jarosz, który po imprezie wyciągnął butelkę wyjątkowo aromatycznej Bianki, wyprodukowanej przez winnicę Uniwersytetu Jagiellońskiego w Łazach.

Był więc mój młody Zweigelt i Müller Thurgau z cukrem resztkowym, były cuvee od Kingi, był Müller i Regent z Cantiny, cuvee z winnicy Equus często wymieniane przez gości jako najlepsze białe wino całej prezentacji i Pinot Noir od tego samego producenta, był też Müller z Kernlingiem oraz Dornfelder od Lewandowskich oraz Traminer i czerwone cuvee z Regenta i Saint Laurenta od Krojcigów.

– Każde jest inne, nie wiedziałem, że wina z jednej odmiany mogą być tak różne i bogate w to, co je różni – stwierdził Zbigniew Pohrebny.

I tylko to ostatnie z wymienionych przeze mnie nie było młode, lecz już w pełni dojrzałe (rocznik 2008) – z tytoniem po Regencie i orzeźwiającą kwasowością po Wawrzyńcu, no i z taninami pochodzącymi od dębu.

II Próba Lubuskiego wina w piątek w Palmiarni!

A start o 19.00. Zaproszenia do nabycia właśnie Palmiarni – w biurze do 15.00, a potem przy barze. Niestety lokal nie prowadzi rezerwacji, jeśli nie dokonasz przelewu. Ale z biletami nie powinno być również problemu w piątek 26 lutego tuż przed imprezą.

A co nas czeka? Co najmniej czterogodzinna degustacja!

Publiczności, winiarzom, winom i potrawom będzie towarzyszył pianista.

Na początek pójdzie przystawka z owczym serem, sałatą i prażonymi orzeszkami pini, miękkimi, delikatnymi do Müller Thurgau od Cantiny, Müller Thurgau od Miłosza oraz Cuvee (Seyval i Luminicza) od Kingi.

To będzie wieczór konfrontacji i porównań win białych i czerwonych, które mimo swej młodości rozwijają skrzydła i dają obraz kolejnego nadchodzącego rocznika ANNO DOMINI 2009.

Do prezentacji  zaproszono sześć winnic. Różnorodność degustowanych win i dobrane do nich przystawki to podróż kulinarna po najróżniejszych zakątkach Europy.

Palmiarnia atmosferą ogrzeje najchłodniejszy zimowy wieczór.

W degustacji będzie mogło wziąć 150 osób.

Informacje o imprezie i cenach zaproszeń – biuro Palmiarni czynne od 8.00 do 16.00 od wtorku do piątku,  tel. 0 68 478 45 51, 0 68 478 45 50 oraz www.polskiewina.com.pl  oraz www.palmiarnia.zgora.pl.

Wieczór z białym winem czyli fiołki, bazylia, melon, grapefruit

Hibernal z Jakubowa, Traminer z Górzykowa, cuvee ze Starej Wsi, Müller Thurgau z Leśnej Polany oraz wino z tej samej odmiany od naszych sąsiadów z winnicy Ingrid w Łazie. Dalej cuvee Łukasza Chrostowskiego i nasze miłoszowe cuvee  – te wina pili goście Wieczoru w bieli, który odbył się w sobotę 13 lutego w Piekarni Cichej Kobiety.

Chyba wyszło dobrze, mam na myśli degustację win i późniejszą zabawę, iście walentynkową.

Cuvee od Kingi i Roberta złożone było z dwóch szczepow: Seyval i Luminicza. To wino pachnie fiołkami! Delikatne, świetne i lekkie. W zapachu wyczułem później bazylię, orzeszki, oliwki, a więc pesto! To wino wywołało głód tej potrawy.

Hibernal z Jakubowa do złudzenia przypomina Rieslinga, bardzo mocno pachnie, co wywołało podziw publiczności. Muszkatowe Millery – Milerki jak mówią w Czechach – okazały się najmocniejszymi z win. Taki był ubiegłoroczny owoc, wyjątkowo dojrzały.

Cuvee Łukasza to Pinot Gris, Hibernal, Solaris. I właśnie tutaj pojawił się cukier resztkowy. Łukasz mówi, że pochodzi z Solarisa, bo ten szczep osiągnął w ubiegłym roku aż 28 Brixów! 

No i w tym cuvee zapach i smak melona! A Robert Koziarski znalazł też czerwonego grapefruita, i to było odkrycie, któremu nie sposób zaprzeczyć. 

Rewelacyjny okazał się Traminer Marka Krojciga. Klasyczny korzenny, ziołowy, dość ciężki – taki jaki powinien być, i z cukrem resztkowym.

Nasze, miłoszowe cuvee to Devin i Pinot Blanc. Devin to krzyżówka Traminera i Pinot Blanc. To wino okazało się długie, gęste, w zapachu melon i pieczarka. Korzenne.

Niektóre z tych win wystąpią na II Próbie Lubuskiego Wina, 26 lutego w Palmiarni.

II Próba Lubuskiegow Wina zacznie się od białych, i sałaty, orzeszków i owczego sera

Przystawka z owczym serem, sałatą i prażonymi orzeszkami pini, miękkimi, delikatnymi do Müller Thurgau od Cantiny, Müller Thurgau od Miłosza oraz Cuvee (Seyval i Luminicza) od Kingi.

Od tego zaczniemy II Próbę Lubuskiego Wina. 26 lutego o 19.00 w Palmiarni.

Będą miejsca dla 150 osób. Nie zabraknie prasy i samych winiarzy, którzy zaprezentują swoje autorskie wina. Przysawki wydobędą z lubuskich win to, co w nich najlepsze.

Drugi zestaw to Cuvee z Leśnej Polany – Müller Thurgau z Kernlingiem – Riesling Marka Krojciga oraz Cuvee – Pinot Gris, Solaris, Hibernal – z winnicy Equus w Mierzęcinie. Do tego makaron z filetem drobiowym z odrobiną octu balsamicznego.

Dalej czerwone!

Cuvee od Kingi, Zweigelt od Miłosza oraz Pinot Noir z winnicy Equus. A do tego trójkąta Carpaccio z kaczki z ziołami.

Na koniec Dornfelder z Leśnej Polany, Regent od Cantiny oraz Regent z winnicy Stara Winna Góra M. Krojciga. Do tego ciężkie dymne mięsiwo posypane gorzką czekoladą.

Podczas II Próby Lubuskiego Wina będziemy oceniać aromaty i smaki, i kolory

Bo każdy z gości otrzyma fiszki degustacyjne.

26 lutego o 19.00 spotkamy się wieczorem w Palmiarni, żeby spróbować 12 młodych win lubuskich – tych z 2009 roku. Będzie po sześć białych i czerwonych z winnic: Stara Winna Góra w Górzykowie, Kinga w Starej Wsi, Equus w Mierzęcinie, Na Leśnej Polanie w Proczkach, Cantina w Mozowie i Miłosz w Łazie.

Do win zostaną dobrane specjalne przystawki. Imprezę poprowadzą producenci tych win – opowiedzą o ich smakach i aromatach, i oczywiście tajnikach uprawy winorośli i produkcji wina.

Zaproszenia w cenie 80 zł  do nabycia w Palmiarni. I trzeba się spieszyć – już znikają jak śniegi na wiosnę.

Nasze wina nie będą podobne do tych z Australii czy Argentyny. Ale możemy je porównywać z austriackimi, słowackimi czy niemieckimi. Dobrze zrobione, przedłużą młodość i wzmocnią

Jaka była I Próba Lubuskiego Wina i czego możemy spodziewać się 26 lutego?

Na pewno nasze wina nie będą podobne do tych z Australii czy Argentyny. Ale możemy je porównywać z austriackimi, słowackimi czy niemieckimi. Dobrze zrobione, przedłużą młodość i wzmocnią organizm.

W ubiegłym roku imprezę w Palmiarni początkowo przygotowywano dla 60 osób, jednak zainteresowanie było ogromne i organizatorzy – restauracja i cztery nasze winnice – zdecydowali się podwoić liczbę biletów, które zresztą i tak skończyły się na tydzień przed planowanym wieczorem.

W tym roku będzie aż 150 gości! Bo lubuskie wino wzbudziło wielkie zainteresowanie i to nie tylko wśród mieszkańców regionu.

Nasi winiarze chcą nas przekonać wyrobem naturalnym, rzetelnym, żywym, unikają cukru, nie stosują chemii, nie odkwaszają wina. Gdyby te zabiegi były im bliskie, ich trunki mogłyby przypominać właśnie te kombinowane z Chile czy Argentyny. Nie o to jednak chodzi.

Rzecz w tym, żeby człowiek, otwierając butelkę, mógł odbyć podróż do Italii, na Węgry, do Burgundii lub właśnie w Lubuskie. Zapach, smak i kolor wina są w dużym stopniu niezależne od człowieka, wpływa na nie gleba, klimat – a więc nasłonecznienie, temperatury, wilgotność.
Ale też inne trunki z tej samej odmiany otrzymamy w Starej Wsi koło Nowej Soli, a inne w Łazie koło Zaboru. Bo nie bez znaczenia jest mikroklimat i dokładny skład gleby… Wszystko to składa się na francuskie pojęcie “terroir”, na polski trudno przetłumaczalne. Owo “terroir” sprawia, że wina mają duszę. A mają ją przede wszystkim trunki z niewielkich plantacji, produkowane metodami tradycyjnymi.

Trzeba też uświadomić sobie, że często najlepsze powstają na północnych granicach występowania konkretnych szczepów. A właśnie w naszym regionie z powodzeniem uprawiano takie odmiany, jak Pinot Noir, Pinot Blanc czy Riesling.

Te wina nie będą podobne do tych z Australii czy Argentyny. Ale możemy je porównywać z austriackimi, słowackimi czy niemieckimi. Tam dobrze zrobione, białe wina uchodzą za przedłużające młodość i wzmacniające organizm. Co o tym decyduje? Ostry klimat i wysoko ceniona dziś naturalna kwasowość.

Ale długa jesień 2008 roku pozwoliła wspaniale dojrzeć winogronom czerwonym – wspomnianemu Pinot Noir, austriackiej odmianie Zweigeltrebe (w lubuskim winie z tej odmiany wyczuwamy ostre nuty papryki chilli), Alibernetowi, Regenowi. Zagorzałych zwolenników ma też prezentowany na degustacji Dornfelder, krzew wyhodowany w Niemczech podbija i nasze winnice.

Pamiętajmy też, że w restauracji na Wzgórzu Winnym kosztowaliśmy win młodych, więc one jeszcze się rozwiną. To takie jaskółki, które zapowiadają, na jakie trunki możemy liczyć.

Na pierwszej próbie lubuskiego wina 120 osób smakowało ośmiu wyrobów od czterech lubuskich producentów: Cantiny w Mozowie, Kingi w Starej Wsi, Miłosza w Łazie i Na Leśnej Polanie w Proczkach.

Każdej parze trunków towarzyszyła przystawka, która wydobywała z nich to, co wyjątkowe. Do Riesliga i Seyvala Blanc przypisano fetę z pomidorami i oliwkami, do Pinot Blanc oraz cuvee Bianka i Muskat – skropioną octem balsamicznym sałatkę z melona i orzechów włoskich, do Dornfeldera oraz cuvee z udziałem Aliberneta i Dornfeldera – carpaccio, do

Ronda i kolejnego cuvee – wędliny.  

 Wina podano w następującej kolejności:
1. Riesling z Cantiny – świeży kwiatowy bukiet, jest łagodne, nadające się do dłuższego leżakowania.
2. Seyval Blanc z Kingi – wino o nucie lekko balsamicznej, przechodzącej w kwiatowo-owocową, jest lekkie, czuć w nim grapefruita czerwonego.
3. Pinot Blanc z Miłosza – intensywne aromaty egzotycznych owoców (cytryny, brzoskwini, ananasa, mango), skoncentrowana słodycz ładnie zrównoważona kwasowością.
4. Cuvee z Kingi – lekko egzotyczne, Muskat dał armaty muszkatowe i tropikalne, Bianca zaś kwiaty i zioła, lekkie, o delikatnej kwasowości.
5. Dornfelder z Na Leśnej Polanie – aromat truskawkowy i smak malinowo-truskawkowy, barwa wiśniowo-rubinowa.
6. Cuvee z Miłosza – Alibernet dostarczył głębi i odrobiny tanin, wyczuwalny smak jagód z bitą śmietaną, przyjemne, gładkie, aksamitne, okrągłe.
7. Rondo z Cantiny – w pierwszym kontakcie wyczuwalny aromat dębu, a za nim bukiet wiśni i owoców leśnych, szczególnie jeżyn.
8. Cuvee z Na Leśnej Polanie – barwa ciemnowiśniowa, aromat i smak dymu i bzu czarnego.

 A jakie wina będa w tym roku? Wkrótce na blogu Z Winnicy Miłosz.

26 lutego w piątek, a nie 20 czeka nas II Próba Lubuskiego Wina!

26 lutego o 19.00 spotkamy się wieczorem w Palmiarni, żeby spróbować 12 młodych win lubuskich – tych z 2009 roku. Będzie po sześć białych i czerwonych z winnic: Stara Winna Góra w Górzykowie, Kinga w Starej Wsi, Equus w Mierzęcinie, Na Leśnej Polanie w Proczkach, Cantina w Mozowie i Miłosz w Łazie.

Do win zostaną dobrane specjalne przystawki. Imprezę poprowadzą producenci tych win – opowiedzą o ich smakach i aromatach, i oczywiście tajnikach uprawy winorośli i produkcji wina.

Zaproszenia w cenie 80 zł  do nabycia w Palmiarni. I trzeba się spieszyć – już znikają jak śniegi na wiosnę.

Jaka była I Próba Lubuskiego Wina i czego możemy spodziewać się 26 lutego? Już wkrótce przeczytasz tylko tutaj.

Czy wreszcie opuścimy winiarski skansen?

- Ta ogromna uprawa między Łazem a Zaborem to kropka nad „i”, gdy idzie o lubuskie i polskie winiarstwo – stwierdza Łukasz Chrostowski, winiarz z Mierzęcina. – I będzie wizytówką godną regionu, który ludzie w całej Europie znają z powodu wina.

- Rozmawiałam niedawno z Francuzami, którzy doskonale wiedzą o naszym historycznym regionie winiarskim i byli miło zaskoczeni, że te tradycje są kontynuowane – przyznaje z kolei Kinga Kowalewska-Koziarska. – Mamy gotowy produkt, zakorzeniony w tradycji, a jednocześnie odpowiadający nowocześnie zarządzanym regionom w Niemczech, Czechach czy Austrii.

No właśnie. Wbrew temu, co myśli wielu lubuskich polityków, współczesne winiarstwo to gałąź gospodarki, a nie zacofane rolnictwo i pretekst do pobudzenia turystyki. To także kultura, bo wino – obok doznań zmysłowych – dostarcza tych duchowych i estetycznych.

Czy winnica między Zaborem i Łazem otworzy w Lubuskiem te perspektywy?

E. Polak zorganizowała szereg spotkań w sprawie największej winnicy w kraju i ustaliła wraz  urzędnikami i winiarzami harmonogram jej powstania. Mechanizm w dużym skrócie jest następujący: Agencja Nieruchomości Rolnych na działkach między Łazem a Zaborem wydzieli korytarz na drogę do Milska, gdzie powstanie most na Odrze, a resztę gruntu (około 50 ha) przekaże nieodpłatnie samorządowi województwa.

Ziemią w imieniu marszałka będzie zarządzał Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Kalsku, który opracuje koncepcję winnicy, a następnie wydzierżawi wzgórze winiarzom.

Na spotkaniu, które odbyło się w ubiegłym tygodniu w Zaborze z inicjatywy wójta Andrzeja Bukowieckiego okazało się, że powodzenie całego przedsięwzięcia zależy od tego, czy ANR przekaże ziemię samorządowi województwa.

Więcej przeczytasz w sobotę na łamach GL.

Jak między Łazem a Zaborem rodzi się winnica

Primo: planowana 50-hektarowa winnica jednoczy winiarzy i ułatwi im wprowadzenie wina na rynek. Secundo: dzięki inicjatywie lubuskie wino staje się najpoważniejszym kandydatem do miana marki województwa. A to że potężna winnica między Łazem i Zaborem ma szansę powstać zawdzięczamy skutecznej pracy wicemarszałek Elżbiety Polak.

Widok z winnicy Miłosz na wzgórze między Łazem i Zaborem

Widok z winnicy Miłosz na wzgórze między Łazem i Zaborem

W Europie wino jest znakiem reklamowym regionów. Chwalą się nim samorządy, które propagują i kreują rozwój winiarstwa – w interesie społeczności lokalnej i swoim.

Wszędzie na świecie winnice są kołem zamachowym rolnictwa, przemysłu turystycznego, ale nie tylko tego. Potrzebne są bowiem profesjonalne wytwórnie – które często tak jak w naszym regionie muszą powstać od nowa – czy sprzęt do produkcji napoju bogów: zbiorniki, prasy, filtry, pompy, a potem butelki, korki, etykiety…

Przy samych winnicach powstają restauracje, hotele, gospodarstwa agroturystyczne. Tak jest na południu Europy. Albo u naszych sąsiadów zza miedzy – w Czechach, na Słowacji czy nad Renem.

Dziś województwo Lubuskie pracuje nad swoją marką. Co nią będzie? Czy właśnie wino? Z badań przeprowadzonych przez Studio Bakalie nasz region najczęściej kojarzony jest właśnie z winem i winnicami. – A pomysł stworzenia winnicy ma ogromne znaczenie w obliczu pracy nad marką – stwierdza wicemarszałek Elżbieta Polak.

Powstawanie marki obliczone jest na kilka, a czasem kilkanaście lat. A w kampanii reklamowej ważne są emocje, które najlepiej oprzeć na zmysłach. Czy znacie aromaty lubuskich win, w których dominują cytrusy, kwiaty i zioła? Nie? Podczas ostatniego lata przekonały się o nich tysiące turystów – tych którzy wzięli udział w lubuskiej akcji otwartych winnic. Nie przegapcie kolejnej okazji – podobna akcja zostanie przeprowadzona w tym roku…

A jednak lubuscy politycy nie są zgodni, że to wino powinno służyć promocji regionu. Wadim Tyszkiewicz chce na przykład, by była nią gospodarka i nowe technologie, że szansą na rozwój w tym kierunku jest położenie geograficzne Lubuskiego.

Ale tylko wino i winnice to marka zakotwiczona w tradycji oraz odnosząca się do przyszłości. Winnice istniały tutaj już w średniowieczu – tak w okolicach Zielonej Góry jak i Gorzowa, i z wielkim zaangażowaniem pisał o nich jakieś pół wieku temu Leopold Tyrmand. A w ostatnich latach rozwijają się znów z niezwykła siłą – mało kto wie, że te o największym areale, sięgającym 20 ha, są na północy regionu – w okolicach Mierzęcina.

Lubuskie wino to zatem nie tyle Zielona Góra, co Lubuskie.

Choć zdawałoby się, że właśnie miastu nazywanemu Winnym Grodem powinno najbardziej zależeć na podtrzymywaniu czy odnawianiu winiarskich tradycji. Tak też myślałem, gdy przed trzema laty ogłosiłem na łamach Gazety Lubuskiej tekst pt. Zainwestujmy w winorośl.

Tak, tak – chodziło o to, by właśnie Zielona Góra założyła winnicę między Łazem a Zaborem. Miasto rozglądało się za ziemią pod inwestycje i nie wykluczało zakupu gruntów w innej gminie. Jednak urzędnicy magistratu tematu nie podchwycili, bo co to za inwestycja w wino? High-tech to dziś kręci wszystkich…

Tematu nie podchwycił ani prezydent Janusz Kubicki, ani wiceprezydent Mariusz Woźniak, który teraz, znów jako urzędnik magistratu, wykazuje ogromne zainteresowanie sprawą i nie omieszkał pojawić się na ostatnim spotkaniu w Zaborze.

Ale wróćmy do przeszłości. Po artykule, który dla wielu był tylko szaloną wizją, redakcyjny kolega Tomek Czyżniewski dał autorowi do zrozumienia, że ten pomysł to utopia. Innego zdania była Agnieszka Stawiarska, która zachęcała, by nie odpuścić.

PICT0419

W ubiegłym roku u wicemarszałek województwa Elżbiety Polak nieśmiało wspomniałem o tej idei (idei? wizji? śnie szaleńca?), choć Przemek Karwowski z Zielonogórskiego Stowarzyszenia Winiarzy szturchał, żeby milczeć. Nie sądzę, żeby był wrogiem takiej winnicy. Raczej sądził, że to nierealne. Potem zresztą sam prezes Roman Grad zganił mnie, że tematów swoich spotkań z Elżbietą Polak nie konsultuję z zarządem stowarzyszenia, i wymienił paragraf statutu, z którego za brak dyscypliny mogę zostać wykluczony z grona członków…

Ale nic to. Przecież do nikogo żalu nie mam, może nawet panowie mieli trochę racji. Może.  Pytanie zasadnicze brzmi: co na to pani marszałek? – No to do dzieła! – stwierdziła z entuzjazmem i już całkiem zasadniczo dodała: – Poproszę o pismo stowarzyszenia w tej sprawie, które będzie zawierało numer działki, a potem zorganizujemy spotkanie z przedstawicielami Agencji Nieruchomości Rolnych oraz osobami z odpowiednich departamentów naszego urzędu.

Nieprawdopodobne – pomyślałem zaskoczony – czyżby idea prawdziwego powrotu winiarstwa na te ziemie miała się ziścić? Bo nie oszukujmy się – te kilkanaście w połowie raczkujących winnic, które mamy, nie czynią regionu mekką polskiego winiarstwa. Natomiast ta, założona na wzór funkcjonujących w tradycyjnych krajach winiarskich takich jak Niemcy, Austria czy Francja – zmieniłaby diametralnie ten stan rzeczy, i wtedy też – już bez dwóch zdań – wino i winnice zasługiwałby, jak żaden inny lubuski produkt, na miano marki województwa.

W każdym razie podczas poważnej debaty w urzędzie marszałkowskim, która odbyła się w listopadzie okazało się, że ANR może przekazać grunt samorządowi województwa bądź gminy, o ile jeden bądź drugi ma w swoich celach rozwój winiarstwa. Marszałek ziemię przekazałby Ośrodkowi Doradztwa Rolniczego w Kalsku, a ten wydzierżawiłby ją winiarzom.

Proste, prawda? Ale żeby nie było za łatwo, w winnicy zagrożenie zwietrzyli mieszkańcy gminy Bojadła. No bo droga z Zielonej Góry do mostu na Odrze ma przechodzić przez teren, na którym powstanie winnica. Będzie winnica, nie będzie mostu – boją się ludzie zza Odry. I wtedy stają się przeciwnikami winnicy.

Ale spokojnie! Temat podejmuje wójt Zaboru Andrzej Bukowiecki. Zaprasza Elżbietę Polak, wójta Bojadeł Jacka Bilińskiego, winiarzy, Emiliana Dzika – zastępcę dyrektora oddziału Agencji Nieruchomości Rolnych, przybywa zastępca dyrektora zarządu Dróg Wojewódzkich Ewa Staruch oraz podległe marszałkowi służby i projektanci.

Urzędnicy są przygotowani. Zastępca wójta Zaboru Czesław Słodnik robi prezentację multimedialną i wykazuje, że winnica może zająć aż trzy działki. I wtedy jej powierzchnia sięgnie aż 55 hektarów!

Bo obok gruntu zajmującego powierzchnię 37 ha, o którym myśleliśmy wcześniej, dwa sąsiednie – o powierzchni 18 ha – również należą do ANR.

Podczas spotkania okazało się, że droga do mostu w Milsku będzie rzeczywiście przebiegać przez pola między Łazem i Zaborem. Chociaż ani E. Polak, ani E. Staruch nie wykluczyły możliwości, że trasa ominie Łaz od strony północnej i uwolni wspomniane działki. Zmiana koncepcji kosztowałaby około 60 tys. zł.

Ten koszt miałaby ponieść gmina, wójt jednak nie godzi się na to, bo nie dostał gwarancji, że trasa powstanie szybko; proponuje też, by winiarze zajęli ziemię po lewej stronie drogi – odliczając strefę buforową między winnicą a drogą tej ziemi wyszłoby jakieś 28 ha.

- To i tak będzie dużo – argumentował. – I nie wiadomo, czy uda się to zagospodarować. Przecież dziś lubuskie winnice liczą w większości 20-30 arów.

Dodał jeszcze, że ta winnica byłaby ciekawostką przyrodniczą, i że los uprawy nie jest przecież pewny biorąc pod uwagę wahania koniunktury w rolnictwie.

- Czy nie warto wydać 60 tys., by winnica była prawie dwa razy większa? – pytał Jacek Kapała, który w ubiegłym roku posadził prawie dwa tysiące krzewów winorośli w Łazie.

Rzeczywiście, te 55 hektarów to byłaby powierzchnia, na której zapewne mogliby pracować wszyscy chętni lubuscy winiarze. W innym przypadku pojawia się pytanie, czy nie… pozabijamy się tutaj o parcele?

W każdym razie chętnych już nie brakuje – mimo że powstanie winnicy nie jest jeszcze tak całkiem pewne. Warto wspomnieć, że nikt nie zajmie się uprawą, jeśli włożona praca nie będzie gwarantować zysku. I taki zysk możemy osiągnąć po 7-10 latach, jeśli powierzchnia winnicy zarządzanej przez pojedynczego winiarza nie będzie mniejsza niż trzy hektary.

Warto zdać  sobie sprawę, że winnica to przedsięwzięcie wielopokoleniowe, i że powstaniu tej musi towarzyszyć cała warta miliony złotych infrastruktura. Wino z tej na pewno trafi do sprzedaży, bo zjednoczonym winiarzom będzie łatwiej spełnić skomplikowane procedury niż winiarzowi samotnemu.

PICT0032 (2)

Winnica między Łazem a Zaborem to zatem nie przelewki.

W każdym razie ziemia po obu stronach drogi to już prawie 50 ha. I to przecież i tak więcej niż te planowane pierwotnie 37 ha. W ten sposób na niżej położonej części będzie miejsce na jedną wspólną winiarnię (gdzie będzie odbywać się produkcja i wina, i gdzie wino będzie leżakować) wraz z pomieszczeniem do degustacji, restaurację i parkingi.

Doszliśmy też do wniosku, że sama droga przecinająca winnicę wpłynie na jej promocję…Jest szansa, że pierwsze krzewy posadzimy tutaj na wiosnę 2011. Wcześniej jednak jest mnóstwo pracy do wykonania. A powodzenie całego przedsięwzięcia zależy od tego, czy ANR przekaże ziemię samorządowi województwa, bo to wcale nie jest takie pewne. – Wszystko zależy od wniosku, który otrzymamy – stwierdza Emilian Dzik z ANR. – Chodzi o to, by pożytki z prowadzonej działalności na tym gruncie mieli mieszkańcy regionu.

Jestem przekonany, że tak będzie. Już w Stowarzyszeniu Wspólnota Kulturowa Winnice Lubuskie pracujemy nad produktem turystycznym dla województwa: magnesem będą winnice, dzięki którym turysta zwiedzi całe Lubuskie – włącznie z Łagowem, Łęknicą, Gorzowem, Wschową czy Żaganiem.

Winnica między Zaborem a Łazem może mieć nawet 55 ha!

Widok na grunt, na którym powstanie największa w kraju winnica

Widok na grunt, na którym powstanie największa w kraju winnica

Między Zaborem a Łazem (prawie na pewno) powstanie winnica. Prawie na pewno, bo zanim do tego dojdzie jest mnóstwo pracy do zrobienia. Agencja Nieruchomości Rolnych musi wydzielić pas drogowy pod przyszłą trasę do mostu w Milsku, potem zarząd województwa musi wystąpić do ANR o przekazanie działek na winnicę – tych po obu stronach drogi, potem zaś województwo przekaże ziemię Ośrodkowi Doradztwa Rolniczego w Kalsku, który z kolei wydzierżawi ten grunt winiarzom.

Uff, to zostało ustalone w piątek w Zaborze. Na spotkaniu nie zabrakło wicemarszałek województwa Elżbiety Polak, która jest motorem tego wielkiego przedsięwzięcia, Emiliana Dzika, zastępcy dyrektora oddziału Agencji Nieruchomości Rolnych, wójtów: Zaboru i Bojadeł, zastępcy dyrektora zarządu Dróg Wojewódzkich Ewy Staruch oraz podległych marszałkowi  służb.

Rozmowa była konkretna. Wójt Zaboru Andrzej Bukowiecki zorganizował prezentację multimedialną i wykazał, że winnica może liczyć aż 55 hektarów! Bo obok zajmującej powierzchnię 37 ha działki, o której myśleliśmy wcześniej, dwie sąsiednie – o powierzchni 18 ha – również należą do ANR.

Podczas potkania okazało się, że droga do mostu w Milsku będzie przebiegać przez te grunty, chociaż ani E. Polak, ani E. Staruch nie wykluczyły możliwości, że trasa ominie Łaz od strony północnej i uwolni wspomniane działki. Jednak zmiana koncepcji kosztowałaby około 60 tys. zł. Ten koszt miałaby ponieść gmina, wójt jednak nie zgodził się na to, bo nie dostał gwarancji, że trasa powstanie szybko.

- Szkoda – mówili po spotkaniu winiarze – bo 55 hektarów to byłaby powierzchnia, na której zapewne mogliby pracować wszyscy chętni lubuscy winiarze.

A tych chętnych nie brakuje. Warto wspomnieć, że nikt nie zajmie się uprawą tego gruntu, jeśli włożona praca nie będzie gwarantować zysku. I taki zysk możemy osiągnąć po 7-10 latach, jeśli powierzchnia uprawy zarządzanej przez pojedynczego winiarza nie będzie mniejsza niż trzy hektary.

Gdy okazało się, że gmina nie ma tych 60 tys., szybko doszliśmy do wniosku, że droga przecinająca winnicę wpłynie na jej promocję…

Jest szansa, że pierwsze krzewy posadzimy tutaj na wiosnę 2011. O ile zostaną spełnione warunki wymieniona na początku tego tekstu.

Nowoczesna architektura na winnicach – Austriak będzie projektował w Lubuskiem?

Od niedzieli w naszej winnicy gościł Lukasz Prusa z Wiednia, architekt pracujący w biurze specjalizującym się w architekturze winiarni.

Przywiózł wspaniałą książką – album zawierającą kilkadziesiąt nowoczesnych projektów budynków składających się z piwnicy, przetwórni owoców,  pomieszczeń do degustacji i noclegowych.

Jakieś 30 lat temu nastapiło odrodzenie austriackiego winiarstwa, które zaczęto tworzyć niemal od podstaw. Stąd nowoczesne, śmiałe projekty winiarni, dużo szkła i stali, ale budynki oczywiście nie pną się do nieba, układają się horyzontalnie, wchodzą we wgórza albo wychodzą ze wzgórza, rodzą się z ziemi.

Szkło pozwala widzieć otoczenie, winnicę, krajobraz staje się elementem architektury, to co w oknie jest jakby obrazem – o ile pejzaż taki jak w Łazie, gdzie – mam nadzieję powstanie duża winnica, przy której stanie taka nowoczesna budowla autorstwa Łukasza Prusa.