platforma blogowa portalu gazeta lubuska

Winnica Lubuska – jakie odmiany posadzimy?

Dobór odmian na winnicę rozpościerającą się między Łazem i Zaborem zdecyduje – a przynajmniej wpłynie decydująco – na powodzenie całego przedsięwzięcia.

Tych odmian są setki na świecie, ale które zagwarantują regularne plonowanie, a przede wszystkim – wina co najmniej dobrej jakości?

Każdy będzie miał swoje typy i trzeba będzie wybrać te najlepsze odmiany. Jakość sadzonki zależy od ładunku genetycznego i szkółki, w której urosła.

Mam sprawdzone sadzonki Pinot Noir – bynajmniej nie z Niemiec – i stawiałbym też na Pinot Blanc. To te szlachetne, najszlachetniejsze i na najlepsze stanowiska.

Wiem że powodzeniem będzie cieszył się Regent, oczywiście Pinot Gris. Może warto postawić na św. Wawrzyńca? Wczesna ciemna odmiana, ale wrażliwa na przymrozki wiosenne, więc znów wymaga dobrego siedliska.

Zweigelt? Też mierzy wysoko i w słońce.

Niektórzy mówią – Solaris, ale… mierzy nisko. Mówią też Hibarnal.

Zazdrość kobieca (o winnicę)

- Podczas jazdy nie popełniłam błędów, ale panikuję, kiedy zbliżam się do skrzyżowania – akcentuje każde słowo Marta jakby od jej jazdy zależało wszystko, a zwłaszcza to, czy grzyby nie zeżrą winnicy.
 
Milczę. W dłoni ściskam sekator i powoli zmierzam w kierunku drzwi. Ku winnicy. Marta kontynuuje:
 
- Tak jest wszytko ok, ale gdy znienacka zbliży się jakieś auto, to czasami nie wiem co robić! Dziś dwa razy wjechaliby mi w dupę. Właśnie przed rondem. Jeden gość jeepem trąbił na mnie, a ja po prosu stanęłam na czerwonym…
Marta marszczy brwi i wypala nie bez pretensji. – No tak! Ty mnie w ogóle nie słuchasz! Cały czas myślisz o niej!
- Gdzie tam – mruczę pod nosem. – Muszę podwiązać te ostanie krzaki Regenta, tam na dole… A słucham uważnie…

To Marty nie przekonało.

- Akurat! W ogóle mnie nie słuchasz! Tylko ta winnica cię obchodzi! – mówi szybko.

Zaraz dzwoni Kinga i wypala: – Podobno oszalałeś na punkcie winnicy?! Co? Ogarnąć nie możesz?

Przestępuję próg domu. Ku wino, które jest wolnością… Ale zaraz cofam się i już słucham uważnie. Bo może rzeczywiście tylko ona mi w głowie?

Siedzę, ale zaraz nie daję rady… Staję w drzwiach i oznajmiam triumfująco: będę przed zmrokiem.

- Tak, i pójdziesz do piwnicy…

po węgierskim winie. rok 1989

Dawne czasy – rok 1989! 

Ulica Niepodległosci i szkoła muzyczna i galeria bwa – znaczy BWA.

Leszek Krutulski  (a może Marcin) pisze na swojej stronie i umieszcza zdjęcia i stąd wiem, że me imię to Zbigniew!

I Gazeta Nowa.

Kto to pamięta?

To taki mój i Katosa – Jacka Katarzyńskiego happening i nasze collage – eh. “Eh” – ktoś pisze chcąc podkreślić ekspresję,  “ech” – gdy idzie o poprawność.

Co wybieracie?

Ja rok 1989 – przed przełomem, w marcu. A lepiej – 4 lata później.

Ten 1989 był następstwem podróży z butelką wina węgierskiego węglarką (sprzed lat wcześniejszych) - takim wagonem towarowym – na wschód!

Żadnych wykrzykników (!)

List z Białorusi

Właśnie dostałem miły list z Białorusi, jej autorką jest Maryja Martysiewicz, która dziękuje za butelkę wina z Łazu i tom wierszy. Napisała o tym na swoim blogu i przetłumaczyła jeden z tekstów z tomu Podróż na zachód, podróż na wschód.

Praca w winnicy nie bardzo pozwala na uprawianie literatury. A przecież jedno i drugie to podróż w krainę nieznaną, odkrywanie nowych lądów – wyobraźni, emocji, zmysłów.

Cieszę się z tego listu Maryji, która przypomina o poezji.

Maryja Martysiewicz, Białoruś (1982), gościła na tegorocznym II Festiwalu Literatury, który odbył się w połowie maja w Zielonej Gorze. Jest poetką, eseistką, tłumaczką, W 2007 r. była stypendystą programu Homines Urbani (Willa Decjusza, Kraków, Polska). Ma na koncie liczne tłumaczenia polskich poetów i prozaików, m.in. Stefana Chwina, Jarosława Iwaszkiewicza i Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Przekłada prozę i poezję z języka angielskiego, czeskiego, polskiego, rosyjskiego, ukraińskiego. Jej wiersze i eseje zostały przetłumaczone na czeski, litewski, niemiecki, polski, rosyjski, słowacki, ukraiński. W 2008 roku pojawiła się jej pierwsza książka: Smoki lecą na tarło: eseje wierszem i prozą. Mieszka w Mińsku.

Odkryliśmy winnicę, w 38 stopniowej gorączce!

Lipiec tego lata to na winnicy harówka. W 30 stopniowym upale – a w czwartek w 38 stopniach! (w słońcu było ich znacznie więcej, i jakoś lubię włazić w to najgorsze słońce, gorączka to jest to, mimo że co chwilę wykręcam czapkę mokrą od potu) – wyłamywaliśmy niepotrzebne latorośle i pasierby, prześwietlaliśmy krzewy, bo w ostatnich trzech tygodniach zapanował tutaj totalny busz.

Tę czynność w tym roku wykonywaliśmy po raz drugi. Za pierwszym nie podwiązaliśmy latorośli do najwyższego drutu – były jeszcze za krótkie. Potem jednak szybko “podrosły” – niektóre na długość 6 metrów! – i albo złączyły się z tymi z sąsiednich rzędów albo poszły… wzdłuż. To znaczy położyły na tych niższych drutach wypuszczając mnóstwo pasierbów, przy tym powplątywały się w siebie, niemal powrastały. Część poszła po ziemi i w tym przypadku niektóre zaczęły wrastać w ziemię, wpuszczać korzenie – nic  tylko kopać sadzonki…

Tak, tydzień przespaliśmy i stąd to całe zamieszanie. Tylko tydzień, ale ten tydzień jak ten tegoroczny lipiec do wczoraj, do 22 dnia miesiąca, był wyjątkowy i taka tropikalna aura przecież sprzyja winorośli, tym bardziej, że w naszym gliniastym podłożu, nie brakowało wody – wszak do połowy czerwca lało…

Wyłamywaniu towarzyszyły odkrycia. Oto Alibernet – największy dzikus winnicy – nie tylko okazał się obfity w owoc, ale także w części zielone. Otóż z jednego oczka wypuszcza czasem nawet cztery potężne latorośle, wszystkie bogate w owoc! Z jaką ulgą usuwałem trzy z  nich i podwiązywałem tę jedną – bo wtedy mogłem zoabczyć podobne zjawiska jeszcze na tej samym ramieniu…

Ale Marta przekonuje, że najgorzej zarósł Devin. Devin, którego podwiązała pod koniec czerwca. Marta nie zna litości, przekonuje – wykarczować Devina. Jak za rok nie da spodziewanej ilości owocu. W tym roku 25- 30 procent krzewów tej odmiany nie zawiązało gron. Na innych jest ich w sam raz. Ale ten owoc, który jest jest piękny!

Devin. 22 lipca A.D. 2010

Jak moglibyśmy pozbyć się Devina? Nie wyobrażam sobie tego!

Mimo że zmaganie się z tą odmianą dopiero przed nami. Chodzi o szarą pleśń, która atakuje wyjątkowo mocno zwarte grona. Janusz Mazurek  daje świetne wskazówki, jak sobie z nią radzić.  My już stosujemy te jego rady i mam nadzieję, że tym razem pokonamy gada.

Wczoraj też zaczęliśmy skarać grona, co spowoduje rozluźnienie jagód, a wtedy szara pleśń nie będzie miała gdzie się zagnieździć.

A potem przyjdzie pora na wino. Najlepsze!

Wielka winnica – żadnych przekrętów, działek i miedz!

Przyszedł czas na decyzję w sprawie ustroju winnicy między Łazem i Zaborem. Na razie zajmiemy się terenem o powierzchni 34 hektarów.
Zarząd Stowarzyszenia Wspólnota Kulturowa Winnice Lubuskie wyraża przekonanie, że winnica ta ma sens jedynie wtedy, gdy będzie wzorcowa – to znaczy będzie taka jak te w krajach winiarskich o długiej tradycji.

Dla nas wzorcowa to taka, gdy nie podzielimy jej na poletka czy działki –  i pozwalam sobie tutaj na polemikę z Markiem Krojcigiem, który taki pogląd wyraził na łamach Gazety Wyborczej.

Niestey są zakusy, by na tych poletkach powstawała zabudowa – bo propozycja niektórych osób z Zielonogórskiego Stowarzyszenia Winiarskiego jest taka, by winiarz miał obowiązek nasadzić 80 lub 90 procent areału.
Argumntują, że potrzebne są budynki na narzędzie czy sprzęt. Ale kiedy tak myśleć – idea wielkiej, nowoczesnej winnicy bierze w łeb!
Na nowoczesnej winnicy nikt nie pracuje motyką i ta winnica ma być wspólnotą, na której zabiegi agrotechniczne będą wykonynywali zatrudnieni przez wspólnotę – zreszoną w grupę producencką – pracownicy.
Winiarz może zająć się tutaj cięciem winorośli czy samym zbiorem oraz produckją wina. Ma pilnować wspomnianych zabiegów polegających na utrzymaniu winnicy we właściej kulturze rolnej. Trzeba ustalić wspólny program ochrony winorośli i robić opryski w jednym czasie.
Wydaje mi się, że to, o czym mówię to banał, oczywistość, ale są tacy, co mają tutaj swoje indywiulane plany, które nie uwzględniają interesu innych osób biorących udział w projekcie.
Ta winnica to odpowiedzialność winiarzy – każdego z osobna. To będzie nasza marka – winnicy X czy Y, ale też całego województwa.
 

Winnicę trzeba tutaj zaplanować z głową – zgodnie z naturalnym pięknem wzgórza i zasadami sadzenia dużych plantacji winnej larorośli. Żadnych działek i miedz!

Dziś ten teren porośniety zbożem – z okalajacą go architekturą oraz lasami i alejami jest pięknem  samym w sobie. I chodzi o to, by tego nie popsuć. Winnca tak – ale jedna wielka, która podkreśli wyjątkowe ukształtowanie terenu i nie będzie robić wrażenia chaosu czy przypadkowości.

Albo jesteśmy ludźmi otwartymi – o szerokich horyzontach – zdolnymi podjąć wielkie wyzwanie i je zrealizować, albo… dajmy sobie z tym spokój. Tutaj nie ma miejsca na bylejakość.

Nasza wiata turystyczna zmieści wszystkich

W sobotę gościła w winnicy grupa 55 dawnych mieszkańców Łazu (Loos) i Wielobłot (Sattel) oraz ich rodzin

Od soboty mamy wiatę turystyczną wraz z zapleczem (toalety).

Grupa cieśli pod wodzą Zygfryda Drozdka zakończyła budowę w piątek, a nam pozostała noc na uporządkowanie terenu, bo następnego dnia spodziewaliśmy się dużej grupy z Niemiec.

Dużej i ważnej – bo dawni mieszkańcy to wsi to nie byle kto, należało ugościć ich z czcią i honorami, znaczy najlepszym winem.

Zrobionym przy użyciu winogron ze już prawie dzikiej starej winnicy spod Kaiserberg – Góry Cesarza.

Dużych grupy nie musimy przyjmować już w starej piwnicy w Zaborze, ale są warunki, by przyjąć ich tutaj, na winnicy.

Wiata w winnicy Miłosz

Mieliśmy telefony z biur turystycznych i pytali nas o… toalety. Mówili że jedna to mało. Są więc dwie. I to jakie. Z serduszkiem. Ale w środku jest nowocześnie jak w hotelu kilkugwiazdkowym.

O wyprawie Niemców do Heimatu, o ich wzruszeniach, emocjach, wspomnieniach i stratach jeszcze napiszę.

Najpierw trzeba to wszystko poukładać w głowie. Ich Heimat jest dziś naszym Heimatem. Ktoś powiedział, ze to słowo nie ma odpowiednika w jeżyku polski, mała ojczyzna to nie to samo. Więc nich pozostanie ten Heimat.

Te tutaj zdjęcia autorstwa Ryszarda Poprawskiego.

Jest serduszko. Ale w środku jak w nowoczesnym hotelu.

Zaprasza siedem winnic

12-13 czerwca to drugi tegoroczny weekend otwartych winnic. 

Do akcji obok winnicy Miłosz (tel. 664 02 02 64) przystąpiły: winnica Na Leśnej Polanie w Proczkach koło Zaboru – tel 609 179 127, winnica Equus w Mierzęcinie – 519 332 585, winnica Kinga w Starej Wsi koło Nowej Soli – 609 528 581, winnica Cantina w Mozowie koło Sulechowa – 691 914 849, , winnica Julia w Starym Kisielinie koło Zielonej Góry – 603 382 854 oraz winnica “Pałac Mierzęcin” – 785 014 481.

Winnica to niepowtarzalne krajobrazy, często podgórskie, zieleń, ulotne zapachy owoców, kwiatów, ziół - zawarte w winie... Taki jest widok w Łazie

Każdy enoturysta otrzyma Paszport Winiarskiego Odkrywcy. Ci, którzy zdobędą pieczątki wszystkich winnic biorących udział w Weekendach Otwartych Winnic, będą mogli wziąć udział, podczas Winobrania, w losowaniu ciekawych nagród od winiarzy.

II weekend otwartych winnic już za 5 dni

Budujemy wiatę turystyczną - drewnianą, krytą gontem, będzie gotowa na 12 czerwca i zmieści wszystkich żądnych wina!

Już w najbliższą sobotę i niedzielę (12-13 czerwca) odbędzie się kolejny Weekend Otwartych Winnic związany z Paszportem Winiarskiego Odkrywcy.

Winnica w Łazie zaprasza na drugie zajęcia w ramach Akademii Winnicy Miłosz. Weekend trwa o soboty do niedzieli w gozinach 12.00 – 18.00, a zajęcia – dotyczące wiosennej pielęgnacji winorośli – obędą się w sobotę od 10.00. do 12.00.

Prosimy o zgłoszenia – tel.   664 02 02 64, info@winnicamilosza.com.pl

Większe grupy przyjmiemy pod nową wiatą. Ake wcześniej wycieczka po winnicy, na ten spacer przyda się wygodne, sportowe obuwie

Podczas weekendu zostanie uroczyście otwarta wiata turystyczna.

Pod dachem zmieści się spora grupa miłośników wina. Nad głową będziemy mieli gont, pod nogami cegłę (cegła jak w piwnicy, gont jak w górach – w końcu Łaz to wino i krajobraz podgórski, duże różnice terenu).

Przy wiacie staną beczki od samego Raetscha.

A oto kilka fotek z ubiegłego roku – robił je w Łazie w winnicy Krzysztof Chmielnik. O zachodzie słońca…

Przed rokiem było pięknie, ale i w tym roku winnica znów rozkwitła zielenią, wreszcie!

Dotychczas pogoda nas nie rozpieszczała, a w ostatnich dniach latorośle wystrzeliły. Czy fatalne prognozy o środowym gradzie sprawdzą się? Na pewno nie!

Podczas najbliższego weekendu będzie gorąco.

Gorąco - więc białe zielonogłórskie wino, na tarsie. Z widokiem na wzgórze, gdzie powstanie największa winnica w kraju.

Właśnie zakwitł las, który mamy obok winnicy, na północnej stronie.

Kwitną akacje i jak pachną.

No właśnie – to zagadka – który szczep winorośli daje wino pachnące akacją?

Praga czyli Ajvaz

Był dziś u nas w winnicy Michał Ajvaz, genialny czeski pisarz – a ściślej praski, z Pragi znaczy, prażanin, albo z czeska – prażan.

Spotkanie z nim ma coś z pogranicza magii, nie wierzyłem, że tu jest.

Przywiózł go Eugeniusz Kurzawa i jego żona Lidia, i sąsiadka z Przytoku, co pracuje w bibliotece wojewódzkiej, no i nie zabrakło drugiego Eugeniusza – Aliszanki z Litwy, też wspaniałego poety, w którego wierszach słyszę Brodskiego.

Próbowali Zweigelta i Milerku i kiwali głowami z uznaniem. Nie wiem czy z grzeczności. Ale prosili o jeszcze, więc chyba nie z grzeczności, znaczy – mam nadzieję, że nie…

Ajvaz zauważył, że nasz region winiarski jest najdalej wysunięty na północ w całej Europie. Mówił, że pije wina morawskie, francuskie, ale też australijskie.

Kto kocha Hrabala, pokocha Ajvaza. Kto zna Borgesa, będzie czytał Ajvaza. To bardzo osobny pisarz i uznany, według wieloletniego naczelnego Literatury na świecie Jana Gondowicza – najlepszy.

„Schulzowską osobność, wspartą równie świetnym umysłem i iście wizjonerską filozofią literatury, posiada czeski pisarz Michal Ajvaz. Z całym naciskiem powiadam, że Ajvaz to najwybitniejszy obecnie pisarz Europy Środkowej„ – pisze Gondowicz na okładce tomu „Morderstwo w hotelu Intercontinental. Powrót starego warana. Inne miasto” (przekład i posłowie Leszek Engelking. Pogranicze, Sejny 2005).

Michal Ajvaz je český básník, překladatel a spisovatel, představitel magického realizmu…

Zobaczcie jego opowidanie Czekanie pod budką telefoniczną.

„Pierwszą powieścią Ajvaza jest Druhé mesto, 1993 (Inne miasto). Akcja książki rozpoczyna się w praskim antykwariacie, gdzie narrator znajduje książkę, drukowaną literami nieznanego alfabetu. Powieść Ajvaza (podobnie zresztą jak wcześniejsze opowiadania) niewątpliwie wykazuje wiele z cech przypisywanych dziełom postmodernistycznym. Czytelnika ujmuje przede wszystkim znakomicie wykreowany nastrój i osadzenie w określonym miejscu, zderzenie egzotycznej i tajemniczej wizji „innego miasta” z konkretem ulic i placów współczesnej stolicy Czech.” – pisze znakomity tłumacz Ajvaza Leszek Engelking.

Tak – Ajvaz to Praga. To twórca mitologii Pragi.

W Łazie rozmawialiśmy o Hrabalu i gospodzie u Zlathego Tygra.

O jego spotkaniach z Hrabalem.

O Pradze.