platforma blogowa portalu gazeta lubuska

Publiczność II Próby Lubuskiego Wina tak oceniła trunki

Publiczność II Próby Lubuskiego Wina oceniła wyroby naszych winiarzy. Po degustacji zebraliśmy 48 ankiet – a zatem połowa gości zabrała je ze sobą, na pamiątkę. Zatem czołówka, którą przedsatwię poniżej, oddaje gusty tych 48 spośród 100 gości.

Ale niech tam, lecimy:

I. Wina białe:

1. Traminer z Winnicy Stara Winna Góra w Górzykowie – 12,69 pkt

2. Cuvee z Winnicy Equus w Mierzęcinie – 12,52 pkt

3. Müller Thurgau z Winnicy Miłosz w Łazie – 11,97 pkt

4. Müller Thurgau z Winnicy Cantina w Mozowie – 10,75 pkt

5. Cuvee z Winnicy Kinga w Starej Wsi – 10,27 pkt

6.  Müller Thurgau z Winnicy Na Leśnje Polanie w Proczkach – 9,98 pkt

II. Wina czerwone:

1. Regent z Winnicy Cantina  – 12,55 pkt

2. Regent z Saint Laurenetem (uwaga – 2008 !)  z Winnicy Stara Winna Góra – 12,15 pkt

3. Dornfelder z Winnicy Na Lesnej Polanie – 11,28 pkt

4. Zweigeltrebe z Winnicy Miłosz – 10,89 pkt

5. Cuvee z Winnicy Kinga  – 9,57 pkt

6. Pinot Noir z Winnicy Equus – 6,96 pkt

Wszystkie wina – oprócz czerwonego z Górzykowa – pochodzą z rocznika 2009, zatem są młode. Każda z osób degustujacych mogła dać maksymalnie 15 pkt dla jednego wina – po 5 za kolor, aromat i smak.

Wśród białych wygrały wina słodsze – trzy pierwsze miały w sobie cukier resztkowy. Ale mi najbardziej smakowało Cuvee od Kingi – z zapachem bazylii i orzeszków.

Cięcie winorośli. Tym razem dłuższe ramiona

Przycinanie winorośli teraz, w roku 2010, na czym innym polega niż w ubiegłym. Po szkołach u Lubomira Glosa na Morawach byłem przekonany, że tylko krótkie cięcie, i pewnie jago nauki pojąłem zbyt dosłownie, pewnie nie wszystko pojąłem, bo na pewno krótkie cięcie, co wiąże się z ograniczeniem owocowania, jest w naszym klimacie jedyną słuszną koncepcją prowadzenia krzewów.

A jednak jesienią 2009 pomyślałem co by było, gdybym pozostawił dłuższe ramiona, może owocu byłoby więcej? Bo było naprawdę mało (za wyjątkiem Zweigelta, który przy krótkim cięciu miał jak trzeba, czyli 2-2,5 kg na krzaku), i widzę ten czerwcowy grad jak dziś, i ulewy, i gnijące kwiatostany na Devinie…

Więc w tym roku ramiona zostawiłem nieco dłuższe – na 10, 12 oczek – bo po tych mrozach, sięgających w porywach minus 22-24 stopni Celsjusza, boję się już nie o ulewy… Choć na oko oczka są ok., może 10 procent krzewów dostało w skórę od mrozu – przy niektórych łoza jest wyjątkowo krucha, niemal rozsypuje się przy zetknięciu z sekatorem, i tylko niektóre  oczka budzą wątpliwości, mimo że są zielone.

Czy pozostawienie dłuższych ramion miało sens? Czy dzięki temu zbiory będą na dobrym poziomie?

Napiszę o tym za jakieś cztey miesiące…

Poszukiwacze ściągnęli armią na II Próbę Lubuskiego Wina

Jaka była II Próba lubuskiego wina? Udana! To znaczy w Palmiarni doświadczyliśmy atmosfery sprzyjającej degustacji win, smakowaliśmy ich w skupieniu i w świetnym towarzystwie.  

Magnesem były oczywiście polskie wina, a dokładniej – wina z Lubuskiego, dawniej powiedzielibyśmy – zielonogórskie. Jak zwał tak zwał, chodziło o wina z tej tutaj ziemi.

Długie na całą Palmiarnie stoły były pełne miłośników win, poszukiwaczy unikalnych aromatów, a nie zabrakło zapachów melona, konwalii, łąki, bananów, malin… Tak, tak – w tych naszych winach!

Te walory win podkreślały przystawki z żurawiną, czarną czekoladą, serami, mięsiwem. Każdy z gości miał przed sobą trzy kieliszki, bo wina podawano właśnie w takich tercetach, i niektórzy czekali aż napełnią się te ich wszystkie kieliszki i dopiero wtedy zaczynali ucztę…

Próbowaliśmy 12 win – po 6 białych i czerwonych. Z zasady była to prezentacja młodych win. Mają potencjał – mówili goście. – Chciałbym spróbować tych samych za pół roku.

Może zrobimy taką Próbę Dojrzałego Lubuskiego Wina podczas Winobrania?

Jakie okazały się te wina? Wina 2009 to owoc dojrzałych winogron. – Takie słońce szybko się nie trafi – stwierdził Marek Jarosz, który po imprezie wyciągnął butelkę wyjątkowo aromatycznej Bianki, wyprodukowanej przez winnicę Uniwersytetu Jagiellońskiego w Łazach.

Był więc mój młody Zweigelt i Müller Thurgau z cukrem resztkowym, były cuvee od Kingi, był Müller i Regent z Cantiny, cuvee z winnicy Equus często wymieniane przez gości jako najlepsze białe wino całej prezentacji i Pinot Noir od tego samego producenta, był też Müller z Kernlingiem oraz Dornfelder od Lewandowskich oraz Traminer i czerwone cuvee z Regenta i Saint Laurenta od Krojcigów.

– Każde jest inne, nie wiedziałem, że wina z jednej odmiany mogą być tak różne i bogate w to, co je różni – stwierdził Zbigniew Pohrebny.

I tylko to ostatnie z wymienionych przeze mnie nie było młode, lecz już w pełni dojrzałe (rocznik 2008) – z tytoniem po Regencie i orzeźwiającą kwasowością po Wawrzyńcu, no i z taninami pochodzącymi od dębu.

Zweigelt albo Zweigeltrebe o smaku czarnej kawy

Zweigelt powstał w wyniku skrzyżowania Frankovki i św. Wawrzyńca (St. Laurent i Blaufränkisch). Podobnie jak Andre i Fratava.

 W Łazie to jedyna odmiana, która w zeszłym roku doskonale sobie poradziła, to znaczy dała wysokie plony przy niezłym cukrze. Ulewy czerwcowe jakoś za zaszkodziły kwiatom – co spotkało nam przykład Devina.

 U Zweigeltrebe pąki późno puszczają, jest to odmiana odporna na wysokie mrozy. Czy wcześnie dojrzewa?

Tak mówi literatura, jednak w praktyce i w naszym klimacie to odmiana wymagająca najlepszych stanowisk. Musi wisieć na krzakach jak najdłużej. W 2008 roku Zweigelt dojrzewał do końca października, a w 2009 do 10 października, i dzięki słonecznemu sierpniowi i wrześniowi lepszy owoc dał w zeszłym roku.

image_func[6]

Z tym że – w lepiej położonej części winnicy miał czysty i nieporażony pleśnią owoc – ekstrakt osiągnął tutaj 21,5 Brixa, a na dole pojawiła się szara pleśń i było tylko 19,5 Brixa.

Myślę że Zweigelt to pewniak na wielką winnicę między Łazem i Zaborem – ale właśnie na te najwyżej położone stoki.

Co ważne – jest bardzo silną rośliną, aczkolwiek nie wymaga mnóstwa pracy, bo jeśli zrobimy porządek z pędami i pasierbami w pierwszej części wegetacji – tak do końca czerwca – potem tej roboty nie będzie już dużo.

A wino? W tym roku wyczuwam w nim czarną kawę, i oczywiście wiśnie, ma ciemnorubinową barwę i jak na Zweigelt jest dość ciężkie, 10 dni maceracji w 22 stopniach C

II Próba Lubuskiegow Wina zacznie się od białych, i sałaty, orzeszków i owczego sera

Przystawka z owczym serem, sałatą i prażonymi orzeszkami pini, miękkimi, delikatnymi do Müller Thurgau od Cantiny, Müller Thurgau od Miłosza oraz Cuvee (Seyval i Luminicza) od Kingi.

Od tego zaczniemy II Próbę Lubuskiego Wina. 26 lutego o 19.00 w Palmiarni.

Będą miejsca dla 150 osób. Nie zabraknie prasy i samych winiarzy, którzy zaprezentują swoje autorskie wina. Przysawki wydobędą z lubuskich win to, co w nich najlepsze.

Drugi zestaw to Cuvee z Leśnej Polany – Müller Thurgau z Kernlingiem – Riesling Marka Krojciga oraz Cuvee – Pinot Gris, Solaris, Hibernal – z winnicy Equus w Mierzęcinie. Do tego makaron z filetem drobiowym z odrobiną octu balsamicznego.

Dalej czerwone!

Cuvee od Kingi, Zweigelt od Miłosza oraz Pinot Noir z winnicy Equus. A do tego trójkąta Carpaccio z kaczki z ziołami.

Na koniec Dornfelder z Leśnej Polany, Regent od Cantiny oraz Regent z winnicy Stara Winna Góra M. Krojciga. Do tego ciężkie dymne mięsiwo posypane gorzką czekoladą.

Podczas II Próby Lubuskiego Wina będziemy oceniać aromaty i smaki, i kolory

Bo każdy z gości otrzyma fiszki degustacyjne.

26 lutego o 19.00 spotkamy się wieczorem w Palmiarni, żeby spróbować 12 młodych win lubuskich – tych z 2009 roku. Będzie po sześć białych i czerwonych z winnic: Stara Winna Góra w Górzykowie, Kinga w Starej Wsi, Equus w Mierzęcinie, Na Leśnej Polanie w Proczkach, Cantina w Mozowie i Miłosz w Łazie.

Do win zostaną dobrane specjalne przystawki. Imprezę poprowadzą producenci tych win – opowiedzą o ich smakach i aromatach, i oczywiście tajnikach uprawy winorośli i produkcji wina.

Zaproszenia w cenie 80 zł  do nabycia w Palmiarni. I trzeba się spieszyć – już znikają jak śniegi na wiosnę.

Nasze wina nie będą podobne do tych z Australii czy Argentyny. Ale możemy je porównywać z austriackimi, słowackimi czy niemieckimi. Dobrze zrobione, przedłużą młodość i wzmocnią

Jaka była I Próba Lubuskiego Wina i czego możemy spodziewać się 26 lutego?

Na pewno nasze wina nie będą podobne do tych z Australii czy Argentyny. Ale możemy je porównywać z austriackimi, słowackimi czy niemieckimi. Dobrze zrobione, przedłużą młodość i wzmocnią organizm.

W ubiegłym roku imprezę w Palmiarni początkowo przygotowywano dla 60 osób, jednak zainteresowanie było ogromne i organizatorzy – restauracja i cztery nasze winnice – zdecydowali się podwoić liczbę biletów, które zresztą i tak skończyły się na tydzień przed planowanym wieczorem.

W tym roku będzie aż 150 gości! Bo lubuskie wino wzbudziło wielkie zainteresowanie i to nie tylko wśród mieszkańców regionu.

Nasi winiarze chcą nas przekonać wyrobem naturalnym, rzetelnym, żywym, unikają cukru, nie stosują chemii, nie odkwaszają wina. Gdyby te zabiegi były im bliskie, ich trunki mogłyby przypominać właśnie te kombinowane z Chile czy Argentyny. Nie o to jednak chodzi.

Rzecz w tym, żeby człowiek, otwierając butelkę, mógł odbyć podróż do Italii, na Węgry, do Burgundii lub właśnie w Lubuskie. Zapach, smak i kolor wina są w dużym stopniu niezależne od człowieka, wpływa na nie gleba, klimat – a więc nasłonecznienie, temperatury, wilgotność.
Ale też inne trunki z tej samej odmiany otrzymamy w Starej Wsi koło Nowej Soli, a inne w Łazie koło Zaboru. Bo nie bez znaczenia jest mikroklimat i dokładny skład gleby… Wszystko to składa się na francuskie pojęcie “terroir”, na polski trudno przetłumaczalne. Owo “terroir” sprawia, że wina mają duszę. A mają ją przede wszystkim trunki z niewielkich plantacji, produkowane metodami tradycyjnymi.

Trzeba też uświadomić sobie, że często najlepsze powstają na północnych granicach występowania konkretnych szczepów. A właśnie w naszym regionie z powodzeniem uprawiano takie odmiany, jak Pinot Noir, Pinot Blanc czy Riesling.

Te wina nie będą podobne do tych z Australii czy Argentyny. Ale możemy je porównywać z austriackimi, słowackimi czy niemieckimi. Tam dobrze zrobione, białe wina uchodzą za przedłużające młodość i wzmacniające organizm. Co o tym decyduje? Ostry klimat i wysoko ceniona dziś naturalna kwasowość.

Ale długa jesień 2008 roku pozwoliła wspaniale dojrzeć winogronom czerwonym – wspomnianemu Pinot Noir, austriackiej odmianie Zweigeltrebe (w lubuskim winie z tej odmiany wyczuwamy ostre nuty papryki chilli), Alibernetowi, Regenowi. Zagorzałych zwolenników ma też prezentowany na degustacji Dornfelder, krzew wyhodowany w Niemczech podbija i nasze winnice.

Pamiętajmy też, że w restauracji na Wzgórzu Winnym kosztowaliśmy win młodych, więc one jeszcze się rozwiną. To takie jaskółki, które zapowiadają, na jakie trunki możemy liczyć.

Na pierwszej próbie lubuskiego wina 120 osób smakowało ośmiu wyrobów od czterech lubuskich producentów: Cantiny w Mozowie, Kingi w Starej Wsi, Miłosza w Łazie i Na Leśnej Polanie w Proczkach.

Każdej parze trunków towarzyszyła przystawka, która wydobywała z nich to, co wyjątkowe. Do Riesliga i Seyvala Blanc przypisano fetę z pomidorami i oliwkami, do Pinot Blanc oraz cuvee Bianka i Muskat – skropioną octem balsamicznym sałatkę z melona i orzechów włoskich, do Dornfeldera oraz cuvee z udziałem Aliberneta i Dornfeldera – carpaccio, do

Ronda i kolejnego cuvee – wędliny.  

 Wina podano w następującej kolejności:
1. Riesling z Cantiny – świeży kwiatowy bukiet, jest łagodne, nadające się do dłuższego leżakowania.
2. Seyval Blanc z Kingi – wino o nucie lekko balsamicznej, przechodzącej w kwiatowo-owocową, jest lekkie, czuć w nim grapefruita czerwonego.
3. Pinot Blanc z Miłosza – intensywne aromaty egzotycznych owoców (cytryny, brzoskwini, ananasa, mango), skoncentrowana słodycz ładnie zrównoważona kwasowością.
4. Cuvee z Kingi – lekko egzotyczne, Muskat dał armaty muszkatowe i tropikalne, Bianca zaś kwiaty i zioła, lekkie, o delikatnej kwasowości.
5. Dornfelder z Na Leśnej Polanie – aromat truskawkowy i smak malinowo-truskawkowy, barwa wiśniowo-rubinowa.
6. Cuvee z Miłosza – Alibernet dostarczył głębi i odrobiny tanin, wyczuwalny smak jagód z bitą śmietaną, przyjemne, gładkie, aksamitne, okrągłe.
7. Rondo z Cantiny – w pierwszym kontakcie wyczuwalny aromat dębu, a za nim bukiet wiśni i owoców leśnych, szczególnie jeżyn.
8. Cuvee z Na Leśnej Polanie – barwa ciemnowiśniowa, aromat i smak dymu i bzu czarnego.

 A jakie wina będa w tym roku? Wkrótce na blogu Z Winnicy Miłosz.

Alibernet czyli Cabernet

Aliberneta nie powinniśmy zbierac przed 1 listopada...

Aliberneta nie powinniśmy zbierac przed 1 listopada...

Alibernet to wino, które nasi goście doskonale pamiętają i wielu z nich wraca do Łazu właśnie z powodu Aliberneta.

Pierwsze 100 krzewów zakupiłem w 2005 roku na Słowacji. Pierwsze wino – zaledwie kilka litrów – pochodziło ze zbiorów 2007 roku. Kiedy odkorkowywałem butelkę wiosną 2008 zauważyłem, że na szkle pojawiła się ciemno-buraczana barwa, której później nie mogłem usunąć. A samo wino? Odkrycie! Potężne taniny z wyraźną kwasowością dają mu niepowtarzalny charakter, a do tego ta barwa – niemal czarna! Tej samej wiosny próbowałem na Słowacji Aliberneta z Modrej – od Matyšáka. I liczyłem, nie wiedzieć czemu, że będzie on choć odrobinę inne od naszego, że znajdę w nim coś więcej, coś innego. Tymczasem ten ich Alibernet, nagrodzony medalami, był identyczny! I dopiero później oświeciło mnie, że to chyba dobrze.

alibernet

W kolejnym roku uzyskałem już 200 litrów Aliberneta, myślę że trochę za dużo, jak na te 100 krzaków. Z tym że redukcje gron przeprowadzałem niemal do początku listopada, to znaczy do zbioru. I usnąłem na pewno dobre 300 kg. Alibernet to bardzo późna odmiana, grona przebarwiają się w Łazie do 10 września, więc na dojrzeje pod warunkiem długiej jesieni. Tak było w 2008 roku, w tym roku Aliberneta ścięliśmy 20 października, ale było go znacznie mniej – bo jakieś 80 kg i nabrał – tak jak rok wcześniej – te 18 Brixów. Szaptalizacja na poziomie 1kg fruktozy na pół hektolitra była wystarczająca.

Jednak ten Alibernet z 2008 roku okazał się nieco inny niż ten dziewiczy – miał mniej tanin i był bardziej owocowy – z wyraźnymi nutami jeżyn i czarnego bzu, no i był ziemisty. To jednak nadal było to wino, którego szukałem: realne, pochodzące z wnętrza tego wzgórza w Łazie. Gęste, czarne, z czasem nabierające atłasowości, krągłości, po prostu esencja tej ziemi.

Alibernet to vitis vinifera, powstał w 1950 roku w instytucie w Odessie, to krzyżówka Alicante Bouschet i Cabernet Sauvignon. Daje wino typu „teinturiére” – barwniki zawarte są nie tylko w powłoce jagód, ale w soku. Już sam sok w gronach na krzakach ma ciemny kolor – tę właściwości ma Alibernet po Alicante Bouschet – a smaku jagód łatwo wyczuć taniny.

Wino doskonale nadaje się do kupażowania – w ubiegłym roku dał świetne wino w połączeniu z Dornfelderem – tak atłasowego nie piłem: smakowało jak bita śmietana z jagodami…

Liście Aliberneta w kolorze rdzy

Liście Aliberneta w kolorze rdzy

Krzew wymaga jednak mnóstwa pracy: pasierby rosną jak szalony, a na nich zaraz pojawiają się kwiaty, a jak nie zdążę ich obłamać, to i małe, zielone grona. Dlatego od maja do października nie wolno odchodzić od Aliberneta na dłużej niż kilka dni…

Na wiosnę będę miał sadzonki Aliberneta na podkładce SO4. Polecam też Zweigelta, Devina, Pinot Blanc, Pinot Noir. Czy są chętni?

200 krzewów posadził tej wiosny Jacek Kapała, nasz sąsiad w Łazie, ten zza miedzy. Także Kinga i Robert Koziarscy, zauroczeni winem, zainwestowali – na próbę – w 50 krzewów.